– Mam sześć miesięcy.

uincy’ego wciąż

nie wiedział, kiedy wyszła na korytarz. Wątpliwe, by patolog zdołał wyjaśnić kolejność
zagrażające żyznym polom. Jeden ładny dzień na sto, zauważyłby ironicznie ojciec Sandry.
– Tak.
- To już koniec, Albert - powiedział oschle. - Albo zaczniesz mówić,
Motel 6, Wirginia
głowy. Ale przyjemne, zwłaszcza w czasie szarych zim w stanie Oregon.
rodzinę. Musi być dzielnym wojownikiem, pogromcą smoków.
Jednak na tym etapie dowody poszlakowe są nie do odparcia. Możemy powiązać osobę
odwrócić się do profesora i spojrzeć mu prosto w twarz. - Pan znał
uważniej przyjrzał się agentowi FBI.
Piątek, 18 maja, 22.38
Zakręt był dość ostry, a na poboczu rosły gęste zarośla i grube drzewa.
po dniach takich jak ten. Czy wciąż był podniecony, rozemocjonowany polowaniem? Czy
Dawniej Sandy gubiła się w domysłach, co łączy tych dwoje. Wszyscy w miasteczku

Kierowca patrzył prosto na nią. Zdusiła krzyk. To był ten sam człowiek, którego widziała

Hayes skończył sikać. Trinidad wyszedł. Może obaj, Bledsoe i Trinidad, mają rację.
tutaj. Tędy schodziliśmy na plażę, przy Devil’s Caldron, pamiętasz?
Bentz zadał jeszcze kilka pytań na temat ich przyjaźni, a potem, gdy Shana zerknęła na
człowieka, teraz przez niego cierpi.
go dla innej kobiety, strasznie namieszał w życiu Hayesa. Zdaniem Bentza zdrada to zdrada,
– Poszukajmy osoby, która za tym wszystkim stoi – powiedział Bentz.
- Będą nam potrzebne nazwiska. - Oczywiście... ale... on... on prowadził interesy w mieście. Niektóre z nich zakończyły się fiaskiem. - Głowa jej pękała, jakby nagle mózg przestał mieścić się w czaszce. - Cierpiał na depresję? - Josh? Na depresję? Nie wiem. Byliśmy... byliśmy w separacji... ale przecież na pewno to już wiecie, skoro tutaj jesteście. Nie mieszkaliśmy... nie mieszkaliśmy razem od jakichś trzech lat. - Cała zdrętwiała, próbowała zachować spokój. Bez powodzenia. Nagle zrobiło jej się słabo... ciemno przed oczami. - Proszę usiąść, pani Bandeaux. - Dobiegł ją daleki głos. Kobieta chwyciła ją za ramiona i zaprowadziła do salonu. Caitlyn miała nogi jak z waty. - Mój mąż... chciał wystąpić o rozwód. - Gdyby tylko udało jej się zachować spokój do odjazdu policji, gdyby tylko dali jej czas na zastanowienie się. Pozwoliła posadzić się na kanapie. - A pani? - Co ja? - Czy chciała pani rozwodu? - Nie wydaje mi się, żeby mogła teraz na to odpowiedzieć - powiedziała cicho policjantka. Ale Caitlyn chciała odpowiedzieć. Chciała mieć już to przesłuchanie za sobą, jak najszybciej. - Ja... ja myślałam, że znów możemy być razem, ale... - Poczuła łzę na policzku. Josh. Nie żyje? Zdrowy, energiczny, chwytający życie za jaja, Josh? Nie... nie mogła uwierzyć. To niemożliwe. Rozpłakała się na dobre. Ktoś, pewnie ta kobieta, podał jej chusteczkę, stłumiła szloch, ale łzy wciąż spływały strumieniami po twarzy. - Czy miał kłopoty finansowe? - Nic mi nie wiadomo. Nic konkretnego. - Ale zawsze brakowało mu pieniędzy. Zawsze cierpiał na chwilowy brak gotówki, zawsze przecież pożyczał od ciebie. - Czy był z kimś związany? Wiedziała, że o to zapytają. Nie wiedzieć czemu wspomnienie niewierności męża przywróciło jej zdolność logicznego myślenia. - Tak - przyznała i poczuła ból. Czym innym było żądanie rozwodu, a czym innym afiszowanie się z kochanką. - Nazywa się Naomi Crisman. - Jak ją poznał? - Nie jestem pewna, ale myślę, że spotkali się na jakiejś imprezie dobroczynnej. - Powoli przychodziła do siebie, złowieszcza ciemność rozpływała się. - Josh jest... był filantropem. - Zobaczyła, jak policjanci wymieniają się spojrzeniami, i nagle zdała sobie sprawę, że przyjechali tutaj nie tylko, żeby przekazać złe wieści, ale żeby wyciągnąć od niej informacje. - Zna ją pani? - Ona spotykała się z moim mężem, detektywie - powiedziała i pociągnęła nosem, opłakując męża, który jej nie kochał. - To nie sprzyja nawiązywaniu przyjaźni. - Potarła oczy i wyczuła bandaże ukryte pod rękawami bluzy. - Dziękuję, że przyszliście powiedzieć mi o mężu... Będę chciała go zobaczyć, jeśli to możliwe... ale zadajecie mi tyle pytań, a wspomnieliście, że to może być morderstwo, prawda? - Nie mamy jeszcze pewności.
Jennifer.
w zaroślach.
Miał dosyć myślenia o Jennifer, dosyć rozważania, czemu jego podświadomość z takim
– Niczego się nie spodziewały. O1ivii zrobiło się niedobrze. Uspokój się. Myśl.
– Jasne, ale we wszystkich dokumentach, na które do tej pory trafiłem, widziałem tylko
Zaraz, moment. Opowiedzcie wszystko po kolei. - Caitlyn przyjechała do Oak Hill, gdzie
– Halo! – zawołał, ale była zbyt daleko. Nie dogoni jej na piechotę, a nie może za nią

©2019 ta-minister.warszawa.pl - Split Template by One Page Love